Marcowe posiedzenie FRS pokazało gwałtowną zmianę retoryki: regulator oficjalnie przeszedł od strategii luzowania do przymusowej stabilizacji, stając w obliczu jednoczesnej presji zewnętrznych szoków i wewnętrznej inercji cen.

Geopolityczna mgła. Główna wiadomość — stopa pozostała na poziomie 3.5%–3.75%. Ale diabeł, jak zawsze, tkwi w szczegółach. Jerome Powell, prowadząc, być może, jedno z ostatnich spotkań na stanowisku szefa FRS, wyglądał na człowieka, który zdaje sobie sprawę: stare podręczniki już nie działają. Konflikt między Iranem a Izraelem uderzył w dystrybutory szybciej, niż FRS zdążyła wydrukować raporty. „Po prostu nie wiemy”, szczerze przyznał Powell, odpowiadając na pytania o wpływ wojny. Ta fraza stała się leitmotivem całego spotkania.

Inflacja: „Lepka” i nieprzyjemna. Pamiętacie, jak pod koniec 2025 roku wszyscy czekali na zwycięski marsz do 2% inflacji? Zapomnijcie. Prognoza na 2026 rok została podniesiona do 2,7%. Okazuje się, że inflacja to nie tylko ceny jajek, ale także długotrwały efekt taryf, które utknęły w systemie jak kość w gardle. Fed przyznaje: towary znów drożeją, i to nie tylko z powodu ropy.

Wydajność — nasz wybawca? Najciekawszy moment wystąpienia — niespodziewany optymizm co do wzrostu PKB (2,4%). Skąd wzrost, jeśli stawki są wysokie, a rąk do pracy brakuje? Odpowiedź kryje się w słowie „efektywność”. Powell zasugerował, że biznes nauczył się robić więcej mniejszymi siłami. Analitycy szeptają o AI, ale Fed ostrożnie dobiera słowa. To ich jedyny atut: jeśli technologie będą w stanie powstrzymać ceny, to gospodarka przetrwa nawet przy „drogich” pieniądzach.

Co to dla nas oznacza? Dla rynków to zimny prysznic. Marzenia o trzech-czterech obniżkach stóp w tym roku rozwiały się, pozostawiając miejsce tylko na jedną skromną redukcję „jeśli się uda”.

Fed nadal pozostaje w „trybie oczekiwania”. Powell nie chce przejść do historii jako człowiek, który przedwcześnie ogłosił zwycięstwo nad inflacją, a potem doświadczył nowej fali cen. Dlatego będziemy żyć w epoce „wysokich stóp przez długi czas” — przynajmniej dopóki dym nad Bliskim Wschodem się nie rozwieje.