#DinnerWithTrump — to była kolacja pełna niespodzianek. Wyobraź sobie — luksusowa sala, złote żyrandole, a w centrum — Donald Trump z jego charakterystyczną fryzurą i jeszcze bardziej charakterystycznym spojrzeniem. Mówi dużo, żywo gestykuluje, a ja zdążam tylko się uśmiechać i chwytam ciekawe frazy o biznesie, Chinach i "wielkości Ameryki". Danie — stek well-done z ketchupem (oczywiście!), rozmowa — jak konferencja prasowa. Co jakiś czas pyta o Ukrainę, kiwam z dumą. A w głowie: czy prosić o autograf, czy po prostu zakończyć wieczór... bez skandali. Taka kolacja — bardziej jak performance, niż posiłek. Ale na pewno nie nudna.
Chcesz kontynuacji w stylu humorystycznego dziennika?