Świat zmierza w kierunku kolejnej fazy niestabilności politycznej. Ta część wydaje się teraz oczywista. Walki o władzę, konflikty regionalne, wybory pod presją, nacjonalizm gospodarczy, zmieniające się sojusze. Nic z tego nie jest nowe, ale intensywność rośnie. To, co jest mniej oczywiste, to jak kryptowaluty zachowują się, gdy ziemia zaczyna znowu drżeć.
Ludzie kochają proste narracje. Wojna równa się pompowaniu. Strach równa się zrzucaniu. Pieniądze się drukują, kryptowaluty latają. Rzeczywistość jest bardziej chaotyczna. W niestabilnych środowiskach politycznych kapitał nie porusza się emocjonalnie, porusza się defensywnie. Najpierw pojawia się wahanie. Płynność wysycha. Duzi gracze się wycofują, a nie wchodzą. Zmienność rośnie, ale kierunek staje się niepewny.
Krypto nie jest domem bezpiecznym z definicji. Staje się nim tylko wtedy, gdy zaufanie do tradycyjnych systemów łamie się szybciej niż zaufanie do cyfrowych. Czasami tak się dzieje. Czasami nie. Widzieliśmy okresy, w których złe wiadomości geopolityczne podnosiły ceny, oraz inne czasy, w których te same rodzaje wiadomości wywoływały brutalne wyprzedaże. Kontekst ma większe znaczenie niż nagłówki.
Inna sprawa, którą większość ludzi przeocza: niestabilność zmienia horyzonty czasowe. Traderzy skracają swoją cierpliwość. Długoterminowe narracje są odkładane. Apetyt na ryzyko kurczy się, zanim się rozszerzy. To faza przejściowa, w której dochodzi do największych szkód.
Więc prawdziwe pytanie nie brzmi „czy krypto wzrośnie czy spadnie.” Chodzi o to, czy rynek traktuje globalny chaos jako tymczasowy wstrząs czy strukturalną zmianę. Ta odpowiedź nie przychodzi w pierwszy dzień. Odkrywa się powoli, świeca po świecy.


