Nie czytam już wiadomości — czuję je.

Te ostatnie dni… są jakieś dziwne. Nie głośne, bez nagłówków, ale jeśli złożyć wszystko w jedną całość — robi się nieswojo.

Gdzieś nagle zaciskają pieniądze.

Gdzieś ratują walutę za wszelką cenę.

Gdzieś ludziom cicho odcinają dostęp do zwykłych rzeczy — paliwo, gotówka, dolar.

I wszystko to dzieje się nie w kolejności, a jakby na sygnał.

I najdziwniejsze — dosłownie niedawno wszędzie było „wszystko stabilnie”. Nie wierzę w takie zbiegi okoliczności. Prawda.

Zbyt synchronnie zaczynają „zakręcać śruby” w różnych częściach świata. I tak, można udawać, że to lokalne problemy…

Ale kiedy połowa świata zaczyna mieć trudności właśnie z dolarem — mam tylko jedno pytanie: kto pociąga za sznurki? Bo gdziekolwiek spojrzysz — wszędzie wypływa ten sam system.

Ten, który od dziesięcioleci dyktuje zasady gry, drukuje pieniądze z powietrza, a potem przez sankcje, presję i „reformy” wyciska cudze gospodarki.

USA znów udają, że nie mają z tym nic wspólnego. Ale zbyt wiele rzeczy jest na nich związanych, aby to była tylko przypadkowość.

I to, co najbardziej mnie niepokoi… to nie wygląda na kryzys. To wygląda na przygotowanie.