Na przestrzeni dziejów człowiek stworzył technologie ułatwiające generowanie, przesyłanie i archiwizację informacji. Technologie te, bardziej niż jakiekolwiek inne, ukształtowały historię ludzkości.
Wynalezienie języka, następnie pisma, papirusu, druku, komputerów, Internetu itp. są przykładami technologii informatycznych i pod wieloma względami także religii, co jest fascynujące, ale nieco wykracza poza zakres tego artykułu.
Każda z tych technologii powoduje OGROMNĄ transformację w sposobie funkcjonowania społeczeństwa. Nie jest to zaskakujące, wszak to właśnie przetwarzanie informacji odróżnia człowieka od innych zwierząt, dlatego wszystko, czego człowiek dokonuje, czego nie robią inne zwierzęta, lub w ograniczonym zakresie, jest efektem technologii informacyjnej.
Od masowego druku broszur prowadzących do rewolucji protestanckiej w chrześcijaństwie, po telegraf podczas wojny domowej lub maszynę Enigma, technologia informacyjna tworzyła i niszczyła imperia.
Ludzie wykorzystują uwagę do zdobywania informacji i ich przetwarzania. Ilość uwagi, jaką może poświęcić dana osoba, jest zmienna, ale z pewnością ograniczona.
Ponieważ ludzie wytwarzają, udostępniają i archiwizują informacje w wykładniczym tempie, jesteśmy skazani na osiągnięcie punktu, w którym nikt nie będzie miał wystarczającej uwagi, aby przetworzyć ilość dostępnych informacji.
Jeśli na przykład przeniesiemy się do czasów Newtona, możemy sobie wyobrazić, że ktoś mógł przeczytać większość, jeśli nie wszystkie, opublikowanych artykułów naukowych. W rzeczywistości wyzwaniem nie byłoby przeczytanie i zrozumienie artykułów, ale raczej możliwość uzyskania do nich dostępu. W takim środowisku dostęp jest niezbędny. Ponadto wpływowa osoba może z łatwością spowodować zniknięcie kopii dokumentu, praktycznie uniemożliwiając dostęp do niego prawie każdemu.
Ten stan rzeczy dał początek silnej kulturze wolności słowa w krajach zachodnich i erę bezprecedensowego tworzenia bogactwa. Pierwsza poprawka do amerykańskiej konstytucji czy artykuły 10 i 11 Deklaracji praw człowieka i obywatela we Francji są w tej kwestii bardzo jasne. Większość krajów zachodnich podziela te wartości.
Wartości te nie są zapisane tylko na papierze. Od tego czasu mieszkańcom krajów zachodnich regularnie przypomina się, jak są cenne i że należy ich bronić. W dobie Internetu liczne debaty na temat neutralności sieci czy roli dużych platform mediów społecznościowych dowodzą, że społeczeństwo, przynajmniej ta część, która przywiązuje wagę do wolności, pozostaje bardzo zaniepokojone ochroną wolności słowa.
Jednak w przypadku większości z nas pomiędzy 2000 a 2010 rokiem coś się wydarzyło, co wynika z naszego kontaktu z najnowszymi technologiami informatycznymi: czas trwania naszej uwagi stał się krótszy niż ilość informacji, z którymi mieliśmy do czynienia.
Ramy ustanowione przez naszych przodków są praktycznie bezużyteczne na tym świecie. Żyli w świecie, w którym informacji było niewiele i konieczne było zapewnienie każdemu dostępu do informacji, nawet tych złych. Problem, przed którym stoimy, polega na odnalezieniu sensu w morzu informacji, które stało się tak głębokie, że równie dobrze mogłoby nie mieć dna.
Kiedy to piszę, Donaldowi Trumpowi i wielu innym konserwatywnym osobistościom zabroniono korzystania z Twittera, Facebooka i wielu innych platform, co wielu nazywa cenzurą. Ale czy tak jest naprawdę?
Osoby te nadal mają wiele możliwości publikowania tego, co chcą – na przykład na swoich własnych stronach internetowych – w celu udostępniania i omawiania tych postów – na przykład na temat gab, zwolnienia warunkowego lub umysłów – i istnieje wiele innych rozwiązań tego, co chcą zrobić.
Nie ma wątpliwości, że zaszkodzi to widoczności ich przesłania, być może w wyniszczający sposób. Powodem nie jest cenzura, ale to, że nikt nie ma wystarczającej przepustowości uwagi, aby sprawdzić Twittera, porozmawiać, umysły, gadanie, Facebook i tysiące rzeczy, które dzieją się w jego życiu.
Ci ludzie nie są cenzurowani, toną w morzu hałasu.
Problem wart miliardy dolarów, który pozostaje do rozwiązania, brzmi: jak wydobyć istotne informacje, minimalizując szum, z nieskończonego przepływu danych, którymi dysponujemy.
Ktokolwiek rozwiąże ten problem, niewątpliwie zmieni świat w sposób, który zniszczy imperia, zmieni równowagę sił i zostanie zapamiętany jako główny punkt zwrotny w podręcznikach historii. A może książki nadal będą istnieć?